1/21/2018

Lilianka jest już z nami | Trzeci trymestr ciąży, pobyt na patologi ciąży, poród, obecność męża przy porodzie. | Jak wygląda przyjęcie do szpitala? Co wziąć ze sobą do szpitala?

Ci z Was, którzy śledzą mnie na Instagramie i Facebooku zapewne wiedzą, że 1 stycznia na świat przyszła nasza córeczka - Liliana. Ostatni trymestr ciąży był dla mnie dość męczący, stąd też przerwa we wpisach na blogu. Z biegiem czasu priorytety ulegają zmianie i na ten moment większość swojego czasu poświęcam dziecku. Mam nadzieję, że nadal będę w stanie blogować, chociaż że wpisy nie będą pojawiały się regularnie. Jedno jest pewne, bloga nie zamknę, ponieważ jest dla mnie taką małą odskocznią od codzienności. :) Przechodząc do sedna - wiele z Was czekało na ten wpis, jak wiecie chcę dzielić się z Wami swoimi przeżyciami, aby móc Wam pomóc, wesprzeć, dlatego wpis powstaje na Waszą prośbę. 


Trzeci trymestr ciąży.

Powiem Wam szczerze, że dużo o trzecim trymestrze ciąży napisać nie mogę, bo zbyt wiele się nie działo. Wizyty u lekarza miałam co 3-4 tygodnie, na każdej z nich robione było badanie USG, pod koniec ciąży na każdej wizycie miałam badanie na fotelu. Jeśli chodzi o badania: na co drugą wizytę badałam morfologię i mocz, dodatkowo powtórne przeciwciała w kierunku toksoplazmozy (z tego, co pamiętam) i badanie GBS. W trzecim trymestrze dokuczały mi bóle żeber, głównie na początku, trudności w oddychaniu, ból w pachwinie, ciągła duszność i ogólne uczucie ociężałości. W końcówce 9 miesiąca czułam się opuchnięta, głównie w okolicy rąk, ramion, twarzy i nóg. Miałam często zaczerwienioną, a nawet siną skórę. Problemem było dla mnie wstanie z łóżka, przekręcenie się na bok czy dłuższe chodzenie, ale to jest całkowicie normalne, jednak kilkanaście dodatkowych kilogramów musiałam dźwigać. No właśnie... ile tych kilogramów było? Około 18! W ciąży starałam się jeść normalnie, nie jadłam za dwoje, nie zjadałam całej czekolady na raz, a jednak trochę przybrałam na wadze. Na zakończenie powiem, że przez cały okres ciąży nie miałam tak silnej zachcianki, żeby w ciągu nocy zmuszać męża do wyjścia do sklepu czy po kebaba. Nie miałam też dziwnych smaków, typu: ogórki z czekoladą. :) 

Pobyt na patologi ciąży.

Niestety w 38 tygodniu ciąży trafiłam do szpitala. Dlaczego? Ponieważ miałam zbyt wysokie ciśnienie. Nie powiem, że był to dla mnie łatwy czas, tym bardziej, że w środę ok. 19 wyszłam od lekarza, a na następny dzień o 8 rano miałam stawić się w izbie przyjęć. To był mój pierwszy pobyt w szpitalu, więc naprawdę bardzo się bałam, bo nie cierpię takich miejsc. Po wizycie pojechałam do galerii, żeby kupi piżamy, bo nic nie miałam! Całe szczęście, że w domu stała przygotowana torba do porodu, więc część rzeczy mogłam zabrać z niej. Domyślam się, że wiele z Was, tak jak i ja, nie miała okazji przebywać na szpitalnym oddziale i czuje duży strach. Dlatego chcę Wam pomóc i napisać, jak to wszystko wygląda.

 Jak wygląda przyjęcie do szpitala?

Z głównej izby przyjęć zostajecie od razu skierowane na przyjęcia ginekologiczne, przebieracie się w piżamę, następnie położna wypełnia wszelką papierologię, począwszy od Waszych danych, po historię ciąży, następnie robi badanie na fotelu ginekologicznym i półgodzinne KTG. Po przyjęciu zostajecie odprowadzone na oddział położniczo-ginekologiczny. Na oddziale trzy razy dziennie robione było KTG z liczeniem ruchów dziecka + o 5.30 badanie tętna i dwa obchody, do tego dochodziły badania ginekologiczne, krwi, moczu, pomiary ciśnienia itp. Czy jest się czego bać? Na ten moment odpowiem, że nie, ale po wyjściu od ginekologa już nie byłam taka twarda, bałam się, bo to mój pierwszy pobyt w szpitalu, nie wiedziałam, jak się do wszystkiego zabrać, co ze sobą spakować, powiem szczerze, że byłam trochę w rozsypce i zdarzyło się uronić łezkę. ;) Wiadomym jest, jakie są opinie na temat pobytu w szpitalu, narzeka się na niemiłe położne, lekarzy, na złe jedzenie i wszechobecną nudę, ale powiem szczerze, że u mnie nie było tak źle. Najważniejsze jest pozytywne nastawienie i myślenie o tym, że wszystko, co się dzieje, jest dla dobra maleństwa. Mi dane było spędzić kilka dni w szpitalu, w tym Sylwestra i Nowy Rok, który notabene był najbardziej stresującym, bolesnym ale i najszczęśliwszym dniem w moim, a raczej w naszym życiu.

Co spakować do szpitala?

Planuję zrobić wpis o tym, co spakowałam w swoją torbę do porodu i torbę dla Lilki, dlatego teraz, tak na szybko napiszę Wam, co spakowałam na patologię ciąży:

* 2 ręczniki + ściereczkę,
* bieliznę,
* dwie wygodne koszule (tuniki) + dwie pary leginsów,
* szlafrok,
* leginsy i koszulkę, które zakładałam na noc,
* klapki pod prysznic i kapcie,
* kubek, talerzyk i sztućce,
* kosmetyki: żel do higieny intymnej, żel pod prysznic (chociaż najlepiej sprawdziło się mydło antybakteryjne), żel do mycia twarzy, tonik, krem do twarzy, pastę i szczoteczkę do zębów, szczotkę do włosów, gumki i spinkę, antyperspirant, nakładki na sedes, chusteczki do higieny intymnej, mini szampon i odżywka do włosów, kosmetyki do makijażu, z których tak naprawdę nie korzystałam, oprócz matującego pudru i kredki do brwi, maszynkę do golenia, wkładki higieniczne,
* poduszka rogal do spania,
* ładowarka do telefonu, słuchawki, książka, krzyżówki, jedzenie (bułki maślane, biszkopty, owoce, słodycze), woda i drobne na telewizor.

Wydaje mi się, że to już wszystkie rzeczy, które spakowałam w swoją torbę.

Poród!

O porodzie dużo napisać nie mogę, bo na całe szczęście wszystko potoczyło się dość szybko i sprawnie. W momencie przyjęcia na oddział nic nie zwiastowało porodu. W Nowy Rok od 6 rano skurcze pojawiały się co 4 minuty, bolało dość mocno, po godzinie 8 był obchód na którym stwierdzono, że są to bóle przepowiadające, że będzie jeszcze gorzej bolało, że muszę być silna i to przetrwać, nie potraktowano mnie zbyt miło, bo przecież miałam rodzić po raz pierwszy, więc co ja wiem... ;)) Jednak ja czułam, że coś jest nie tak, skurcze nie ustępowały, a od godziny 12 nie byłam w stanie normalnie chodzić, byłam zgięta w pół, a każdy skurcz powodował łzy w oczach i pot na czole. Za namową męża zadzwoniłam do mojego ginekologa, ledwo byłam w stanie rozmawiać, po moim opisie sytuacji kazał natychmiast iść do położnej na badanie (nie za bardzo miałam chęć iść, bo bałam się, że wezmą mnie za histeryczkę! - niepotrzebnie...), bo mam bóle porodowe i na pewno niedługo zacznę rodzić i tak też się stało (dlatego, jeśli czujecie, że bóle są zbyt silne, że może się coś dziać, nie zwlekajcie, walczcie o swoje i idźcie do pielęgniarek lub lekarza!). Położna na początku nie była chętna do zbadania mnie, zaczęła mówić, że przecież rano nic się nie działo, że rozwarcie stoi w miejscu, po badaniu była w szoku, że wszystko tak szybko się dzieje, od razu zmieniła nastawienie do mnie, stała się bardzo miła i zaprowadziła na porodówkę. Na sali porodowej w uśmierzaniu bólu pomógł mi ciepły prysznic, albo siedzenie na piłce i oblewanie się ciepłą wodą, to też znacznie przyśpieszyło rozwój sytuacji. Nawet nie zdążyłam skorzystać z gazu rozweselającego, bo zaczęłam rodzić. Na porodówce spędziłam niecałe 3 godziny i mała była już z nami. Myślę, że taki szybki opis sytuacji wystarczy, dodam, że nie miałam znieczulenia, ponieważ w moim szpitalu zwyczajnie ich nie ma. Na zakończenie dodam, że doskonale rozumiem strach przed porodem, bo sama też trochę się bałam, chociaż z drugiej strony byłam ciekawa, jak to wygląda. Pamiętajcie, żeby nie słuchać niczyich opowieści z porodu, nie bierzcie tych strasznych historii porodowych do siebie, bo to, że Wasza koleżanka krzyczała, płakała, rodziła 30 godzin i wyzywała męża, nie znaczy, że u Was będzie tak samo. Macie przykład u mnie - nie krzyknęłam, ani nie wyzwałam męża ani razu (zwyczajnie nie miałam takiej potrzeby). Opowieści wrednych koleżanek, którym przyjemność sprawi wystraszenie Was, wsadźcie sobie gdzieś. Każdy poród jest inny, swój ewentualnie możecie porównać do porodu Waszej mamy, ale też nie musi wyglądać to identycznie (chociaż u mnie się to sprawdziło). Musicie wiedzieć, że ból będzie, bo bez tego się nie obędzie, ale myślałam, że naprawdę będzie gorzej, a nie było wcale tak źle. W momencie, kiedy położą Wam dziecko na brzuchu, zapomnicie od razu o bólu! Kilka godzin od porodu nie pamiętałam już tego, jak bolało, bo skupiłam się na dziecku. Po porodzie doszłam do siebie bardzo szybko, po kilku godzinach przymusowego leżenia od razu zeszłam z łóżka i zaczęłam opiekować się córką. Waga też ładnie schodzi, na ten moment mam 4 kg na plusie. :) Także życzę Wam wszystkim, żebyście miały poród taki, jak ja i abyście tak szybko doszły do siebie. ♥ Poród to naprawdę nie jest takie zło i tak ogromny ból jak mówią! Chociaż oczywiście wiem, że zdarzają się wyjątki...

Czy obecność męża przy porodzie to dobra decyzja?

Mdlejący mąż przy porodzie, uciekający mąż z sali porodowej, nie wspierający mąż, albo wręcz wkurzający - ile razy to słyszałyście? Wiem, że każdy facet jest inny, w każdym są inne emocje i inne podejście do porodu, ale jeśli chce być przy Was w tym momencie, to dlaczego mu tego zabronić? Wiele razy czytałam na grupach na Facebooku, że kobiety nie chcą mieć męża przy porodzie, bo zobaczy je w tak intymnej sytuacji, po której przestanie mu się podobać i relacje między nimi się zmienią. Moje zdanie jest takie - skoro facet bierze udział w poczęciu dziecka, to dlaczego ma nie być przy jego porodzie?! Jeśli nie chce, to okej, nie ma sensu go namawiać, ale skoro chce i może być przy Tobie, to dlaczego mu tego zabronić? Chyba, że jego obecność zaburzy w jakikolwiek sposób Twój komfort, to lepiej zrezygnować z takiego pomysłu, bo przecież to Ty masz czuć się najlepiej. Jeśli chodzi o nas - mój mąż był przy mnie cały czas, bo po prostu chciał być, starał się mnie wspierać najlepiej jak mógł, chociaż ja nie dałam się dotknąć i biedny mógł tylko wachlować mnie gazetą i podawać wodę. :) W każdym razie on ze swojej strony bardzo 'poleca' (jakkolwiek to brzmi) obecność przy porodzie, bo to naprawdę zbliża ludzi. Widzi Twój trud, płacz i cierpienie... doceni to, możesz być pewna. Nigdy nie usłyszałam takich pięknych słów od niego, jak po porodzie, nigdy nie był tak dumny ze mnie, mówił, że jestem bardzo silną bohaterką - takie słowa po tym wszystkim, to miód na uszy, tym bardziej od faceta, który na co dzień zna Cię z tej słabszej, delikatnej i kobiecej strony. :)


Mam nadzieję, że ten wpis okaże się dla Was wsparciem. Zapewne nie napisałabym go, ale skoro pojawiły się prośby, to dlaczego nie. Jeśli macie jakieś pytania, wątpliwości, możecie śmiało do mnie pisać, w miarę możliwości będę starała się Wam pomóc, bo przecież od tego tu jestem. :) Także wszystkie przyszłe mamusie - doskonale rozumiem Wasz strach i obawy, ale najważniejsze jest pozytywne nastawienie! Na ten moment polecam Wam wysypianie się, bo uwierzcie mi, kiedy maluch się pojawi, ze snem może być ciężko...

Ściskam i pozdrawiam,
Ewelina.

8 komentarzy:

  1. Kochana nie wiem czy Ci gratulowalam, ale na pewno tak :) jak bede planowac ciaze, bede wracac do Twoich wpisow :* pozdrawiam i zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję! :) Super, ze miałaś lekki poród, poszczęściło Ci się :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję narodzin! Dzisiaj przypadkiem wpadłam na twojego bloga i powiem szczerze, że zostanę tutaj na dłużej. Wpis bardzo fajny, na pewno pomocny dla kobiet, które nie wiedzą czego się spodziewać. Pod koniec nawet się wzruszyłam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że zostajesz ze mną. :) Dziękuję! <3

      Usuń
  4. Pięknie napisany wpis i cała seria, będę wiedziała gdzie ma zajrzeć w tym cudowny okresie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że zajrzysz tu jak najszybciej, tego Ci Kochana życzę. <3

      Usuń